O autorze
(fot: Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek) Ukończyłam nauki polityczne i Kolegium Europejskie w Natolinie, jestem pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Żeby złapać życiowy balans, po południu diametralnie zmieniam optykę i wkraczam w krainę drugiej mojej pasji – dizajnu i kulinariów. Wielką radość daje mi kontakt z ludźmi, a satysfakcję – tworzenie dla nich miejsca, w którym dobrze się czują – Charlotte. Na moim blogu będę się starała zainteresować Was food designem, dzielić się z Wami nowościami z tej dziedziny, wędrować po starych i nowych piekarniach, polecać smaki nieznane, ale też pokazywać, że te znane mogą stać się na nowo atrakcyjne, jeśli tylko potrafimy stworzyć dla nich nowy kontekst. Bo przecież jedzenie to nie tylko smak, to także obraz, który może zachwycić.

Kraków powitał nas bardzo serdecznie

Zawsze uchodziłam w rodzinie za niepoprawną optymistkę, a po ostatnich moich wpisach sama muszę przyznać, że to chyba prawda ☺. Bo tak:

chcę i dążę do tego, by ludzi łączyły dobre relacje, a teraz w dodatku koniecznie chcę obalić mit o animozjach między Warszawą a Krakowem. Nigdy ich nie rozumiałam i nie mam zamiaru nawet się o to starać. Moja starsza siostra mieszka od 10 lat w Krakowie, dwie młodsze tu studiowały, bywam tu często, kocham szczerze to miasto, nie mniej niż Warszawę i doskonale się tu czuję.
Czego trzeba więcej?

Zachęcona dobrym przyjęciem Charlotte przez warszawiaków, dałam się skusić podszeptom siostry i postanowiłam wraz ze wspólniczką otworzyć drugą Charlotte, powiedzmy: siostrę tej pierwszej ☺, w Krakowie.

Nie jesteśmy pierwszym warszawskim desantem w Krakowie, więc nie czujemy się jak bohaterscy pionierzy. Jednak tak liczni goście od pierwszego dnia budzą naszą dumę i radość jako właścicieli, to chyba nic dziwnego. Z radością więc stwierdzam po tygodniu, że krakowiacy przyjęli nas niezwykle ciepło. Za co bardzo wszystkim dziękujemy, obiecujemy pracować na pełnych obrotach, żebyście zawsze mieli świeży chleb i bagietki i przyjazne miejsce do spotkań.

A my będziemy mogli częściej spacerować po najpiękniejszym polskim mieście i częściej bywać w Teatrze Starym, z którym sąsiadujemy przez ścianę.

Ale mamy szczęście, prawda?
Trwa ładowanie komentarzy...